sobota, 28 grudnia 2013

Story of my live. Impreza


-Nooooo… mogły ci zniknąć tak samo jak zniknął ci brzuszek. – zaczął mnie znowu gilgać… tak byłam gruba wtedy, ale wystarczyło mi pół roku biegania, rok chodzenia na siłownię i rok szkolenia się w karate, żeby mieć teraz seksowną figurę.
- Prze- prze- przestań! – mówiłam podczas napadu śmiechu.
- Nie przestanę dopóki moja księżniczka nie przestanie płakać przez tego idiotę.
*** Oczami Leona***
Znowu usłyszałem jej piękny śmiech. Odwróciłem się i zobaczyłem jak Styles ją gila. Po chwili jednak przestał. Patrzyli sobie w oczy i nagle on ją…
- No nie… - wyszeptałem, a łzy napłynęły mi do oczu.
- Leon? Wszystko ok? – zapytała Elanor.
- Tak… wszystko jest ok.
- Trzymaj się planu. – szepnęła mi na ucho muskając przy tym ustami jego płatek.
*** Oczami Harrego***
- No przestań! – błagała mnie nadal.
- A przestaniesz przez niego płakać?
- Obiecuję. – przestałem i postawiłem ją na ziemi tak, żebym mógł spojrzeć ja jej roześmianą twarz. Nagle podniosła na mnie wzrok. Nasze oczy spotkały siebie nawzajem na drodze. Przybliżyłem się do niej i… no właśnie… pocałowałem moją przyjaciółkę.
- Nicole… ja… ja przepraszam… nie powinienem…
- Ja też przepraszam. Zapomnimy o sprawie?
- Tak. – uśmiechnąłem się i puściłem ją – A teraz… kto pierwszy przy stole z żarciem!
***Oczami Nicole***
To co się dzisiaj stało było bardzo dziwne. Już od dwóch minut jestem w domu i tylko o tym myślę. Potrzebuję zimnego prysznica. Poszłam do łazienki. Ściągnęłam ubranie i rozczesałam włosy. Przekręciłam kurek i z prysznica spadł na mnie zimny deszcz. Zmył ze mnie całe zdziwienie. Umyłam włosy i ogoliłam nogi, bo już trochę zarosły od wczoraj. Zakręciłam wodę i wyszłam na posadzkę mojej fioletowo, czerwono białej łazienki. Osuszyłam się ręcznikiem i uczesałam włosy w mój ulubiony styl, czyli: wszystko na bok i spiąć kilkoma wsuwkami. Sięgnęłam po ciuchy…
- Cholera… - wyszeptałam, zazwyczaj staram się nie przeklinać, ale często to jest silniejsze ode mnie.
Owinęłam się ręcznikiem i podreptałam przez korytarz do pokoju. Podeszłam do garderoby i otworzyłam jej wielkie drzwi. Wyciągnęłam moją najlepszą (i najseksowniejszą) czarną bieliznę, ciemno fioletową sukienkę bez ramiączek idealnie opinającą moje wysportowane ciało i czarne, dziurawe legginsy. Położyłam wszystko na łóżko i powoli zaczęłam ściągać z siebie ręcznik.
- Mną się nie przejmuj, pooglądam widoki… - usłyszałam znajomą mi chrypkę, szybko zasłoniłam ręcznikiem to co odkryłam.
- Harry! Co ty tu robisz?!
- Czekałem na dole ale nudno było.
- To idź się czegoś napić. Ja zaraz będę gotowa i możemy iść.
- No dobra. – wyszedł z mojego pokoju. Założyłam bieliznę, wślizgnęłam się w legginsy i ubrałam sukienkę. Wygładziłam ciemno fioletowy materiał opinający moje ciało. Poszłam się umalować, na fioletowo oczywiście. Założyłam czarne szpilki na obcasie 18 cm, wzięłam kopertówkę, do której spakowałam klucze od domu, portfel i mojego iPhona oraz słuchawki (nie wiem po co, ale bez nich nigdzie się nie ruszam). Ostatni raz poprawiłam włosy, wzięłam czarną kurteczkę i wyszłam z pokoju. Gdy zeszłam po schodach loczek już na mnie czekał.
-Wow… wyglądasz gorąco… - powiedział na co ja zaczerwieniłam się
- Dziękuję? – bardziej zabrzmiało to jak pytanie, a nie stwierdzenie – Idziemy?
- Tak. – wziął mnie za rękę i wyciągnął z domu. Wsiedliśmy do jego samochodu i pojechaliśmy w stronę clubu – Spodoba ci się tam. Wszyscy już na nas czekają.
Zerknęłam na niego teraz zauważyłam, że jest w czarnych, dziurawych spodniach, białych butach i białej koszulce, która świetnie opinała jego muskularne ciało.
- Na co się tak patrzysz?
- Na ciebie. Wyglądasz niesamowicie.
- Nie tak jak ty.
- Trudno jest mi sobie wyobrazić cię w tych ciuchach. – pokazałam na mój ubiór
- Już łatwiej jest wyobrazić sobie ciebie w moich. – zaśmiał się, a mi przypomniało się wydarzenie sprzed pięciu lat – Czy tobie też to się przypomina? – zapytał
- Niestety…
- Dobrze, że to nie zniszczyło naszych kontaktów.
- Właściwie to zniszczyło… nie odzywaliśmy się do siebie przez pięć lat.
- Ale teraz potrafimy się dogadać… jesteśmy. To tu.
Zaparkował i weszliśmy do clubu. Poprowadził mnie na balkon gdzie czekali już: Zayn i Perrie, Liam i Sophia, Louis i Elanor, Niall, Margharet, Victoria, Cleo, Nathan i Leon. Temu ostatniemu opadła szczena gdy mnie zobaczył, Louis nie mógł się wysłowić tak jak reszta, no ale on jedyny próbował.
- Ktoś chce drinka? – Zapytałam – Oprócz ciebie Harry. Ty masz mnie po imprezie odwieźć do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz